Strona główna » Porady » Monstera » Czy monstera oczyszcza powietrze? Co naprawdę udowodniło badanie NASA

Czy monstera oczyszcza powietrze? Co naprawdę udowodniło badanie NASA

Przez Marzenka (Ogrodniczka)
20 wyświetleń
Duże, zielone liście monstery dziurawej w jasnym salonie z naturalnym słońcem.

Monstera dziurawa (Monstera deliciosa) to bez wątpienia jedna z najpopularniejszych roślin doniczkowych w polskich domach. Jej ogromne, rzeźbione liście nadają wnętrzom egzotyczny charakter, a stosunkowo łatwa uprawa sprawia, że trafia zarówno do sypialni, salonów, jak i przestrzeni biurowych. W internecie, na forach ogrodniczych, a nawet w niektórych czasopismach wnętrzarskich, regularnie powtarza się jednak twierdzenie, że monstera – podobnie jak inne rośliny doniczkowe – działa jak naturalny oczyszczacz, zdolny do odfiltrowania toksyn i szkodliwych substancji z otoczenia. Ten rzekomy fakt niemal zawsze opiera się na jednym, powszechnie cytowanym źródle: słynnym badaniu Amerykańskiej Agencji Kosmicznej z 1989 roku.

Problem polega na tym, że wnioski z tego badania zostały z biegiem lat drastycznie zniekształcone przez kulturę popularną. To prawda, że flora posiada niesamowitą zdolność pochłaniania pewnych substancji, jednak przeniesienie wyników eksperymentu z hermetycznej komory laboratoryjnej do standardowego polskiego salonu to gigantyczny błąd logiczny. Zgodnie z analizami z 2019 roku, przeprowadzonymi przez naukowców, zdolność roślin doniczkowych do realnego poprawiania mikroklimatu w domach i usuwania lotnych związków organicznych (LZO) jest w praktyce matematycznie nieistotna w typowym środowisku mieszkalnym.

W tym artykule rozkładamy na czynniki pierwsze wspomniane badanie, szczegółowo wyjaśniamy, jak naprawdę zachowują się szkodliwe opary chemiczne w naszych domach, i tłumaczymy mechanizmy fizjologiczne, które sprawiają, że Twoja monstera, choć przepiękna i niezwykle pożyteczna w innych aspektach, nie uratuje Cię przed smogiem, pyłami zawieszonymi, ani intensywnymi oparami z nowych farb, klejów montażowych czy tanich paneli podłogowych.

Co naprawdę udowodniło badanie NASA?

Aby w pełni zrozumieć, skąd wziął się mit potężnych roślin-filtrów i dlaczego tak mocno zakorzenił się w świadomości konsumentów, musimy cofnąć się do 1989 roku. Wtedy to dr B.C. Wolverton opublikował przełomowy raport dotyczący wykorzystania flory do redukcji zanieczyszczeń we wnętrzach [2]. Celem eksperymentu nie było jednak rozwiązywanie problemów mieszkańców typowych bloków czy domów jednorodzinnych. Badanie miało na celu znalezienie w pełni naturalnych sposobów na oczyszczanie środowiska w zamkniętych, hermetycznych systemach podtrzymywania życia, takich jak przyszłe stacje kosmiczne czy bazy na Księżycu. Są to miejsca, gdzie gazy nieustannie krążą w całkowicie odizolowanej od próżni przestrzeni, bez możliwości wietrzenia.

W ramach eksperymentu przetestowano kilkanaście bardzo popularnych gatunków domowych (m.in. skrzydłokwiat, fikusy, sansewierię gwinejską, bluszcz pospolity oraz dracenę). Skupiono się na trzech najczęściej występujących we wnętrzach lotnych związkach organicznych (LZO):

  • Benzen – toksyczny rozpuszczalnik obecny m.in. w dymie tytoniowym, spalinach samochodowych, niektórych farbach, żywicach i lakierach do drewna. W zamkniętych pomieszczeniach gromadzi się bardzo szybko.
  • Formaldehyd – szkodliwy gaz powszechnie wydzielany przez meble ze sklejki, płyty wiórowe (MDF), panele podłogowe z laminatem, pianki izolacyjne, a nawet niektóre tekstylia i tapety ścienne. Emisja formaldehydu potrafi trwać miesiącami.
  • Trichloroetylen (TCE) – silny związek stosowany głównie w przemyśle chemicznym, często obecny w tuszach do drukarek, lakierach, zmywaczach do powłok malarskich i klejach tapicerskich.

Powszechnie sądzi się, że roślina wyłapuje te substancje swoimi zielonymi liśćmi, działając jak zielona gąbka. Raport wyraźnie jednak wskazał, że mechanizm usuwania tych substancji z otoczenia nie polegał wyłącznie na pochłanianiu ich przez blaszki liściowe i aparaty szparkowe. Kluczową rolę w całym procesie odgrywała ryzosfera, czyli mikrobiologiczna strefa korzeniowa. To nie same liście, lecz miliony mikroskopijnych bakterii glebowych i grzybów symbiotycznych, żyjących w ziemi doniczkowej, wychwytywały związki chemiczne i biochemicznie rozkładały je na znacznie prostsze substancje organiczne. Roślina jedynie wbudowywała te produkty rozpadu w swoje tkanki w celach odżywczych. Odkryto wręcz, że po usunięciu dolnych liści testowanych okazów, tak by zmaksymalizować bezpośredni kontakt gleby z zanieczyszczonym gazem, skuteczność „filtrowania” zanieczyszczeń znacząco wzrastała.

Wyniki były spektakularne: w specjalnie przygotowanym, całkowicie zamkniętym środowisku eksperymentalnym rośliny potrafiły usunąć znaczny procent wstrzykniętych toksyn w ciągu pierwszych 24 godzin. Naukowcy zanotowali spadki stężenia chemikaliów rzędu kilkudziesięciu procent. Na podstawie tych laboratoryjnych danych różne czasopisma i portale stworzyły radosne listy „najlepszych gatunków oczyszczających dom”, które do dziś krążą w mediach społecznościowych. Błąd w interpretacji nie leży w samych wynikach pomiarów, lecz w fundamentalnej różnicy metodologicznej. Chodzi o skalę i fizykę wentylacji budynków.

Zamknięta komora a Twój salon

Największym i najczęściej pomijanym faktem dotyczącym omawianego badania jest to, że wszystkie testy przeprowadzono w małych, całkowicie szczelnych komorach wykonanych z grubego pleksiglasu. Pojemność takiej komory wynosiła zaledwie ułamek metra sześciennego. Co najważniejsze: w takiej komorze niemal nie ma wymiany gazowej z otoczeniem zewnętrznym. Jeśli wstrzykniesz tam określoną dawkę trującego benzenu, jedyną drogą jego ubytku z przestrzeni jest bardzo powolna absorpcja przez znajdujący się wewnątrz okaz, żyjącą w jego podłożu florę bakteryjną lub osadzanie się na ściankach samego pleksiglasu.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w standardowym polskim mieszkaniu, biurze, szkole czy urzędzie. Nawet przy założeniu posiadania nowoczesnych, potrójnie przeszklonych, szczelnych okien plastikowych oraz grubej warstwy styropianu na elewacji, w typowym domu zawsze występuje wentylacja. Może to być tradycyjna wentylacja grawitacyjna (kratki w kuchni i łazience) lub wentylacja mechaniczna z odzyskiem ciepła. Parametr ten w architekturze i inżynierii budowlanej określa się jako wskaźnik wymiany (Air Changes per Hour). W typowym polskim domu jednorodzinnym lub mieszkaniu w bloku cały gaz w pomieszczeniu wymienia się na świeży średnio co 1 do 2 godzin. Nawet przez bardzo małe nieszczelności i pod drzwiami gazy przemieszczają się bezustannie.

W 2019 roku Michael Waring, profesor inżynierii architektonicznej i środowiskowej z uniwersytetu badawczego, opublikował potężną metaanalizę prawie 200 wcześniejszych eksperymentów badających zdolność roślinności domowej do usuwania lotnych związków [1]. Zespół naukowców dokonał przełomowego kroku: przeliczył wyniki izolowanych testów komorowych na standardową metrykę stosowaną dla oczyszczaczy HEPA, czyli wskaźnik CADR (wskaźnik dostarczania czystego powietrza).

Wnioski z tej ogromnej pracy badawczej obalają mit o niezwykłych, potężnych właściwościach flory domowej w realnym środowisku mieszkalnym. Dowiedziono matematycznie, że naturalna, codzienna wentylacja budynku usuwa niepożądane gazy z prędkością wielokrotnie większą niż zieleń doniczkowa. „Aby osiągnąć ten sam poziom usuwania oprysków i oparów, który zapewnia otwarcie pary okien w wiosenny dzień, trzeba by umieścić w domu od 10 do nawet 1000 roślin na metr kwadratowy podłogi” – wynika z dokładnych obliczeń amerykańskich naukowców. W standardowym, średniej wielkości salonie o powierzchni 20 m² oznaczałoby to konieczność upchnięcia minimum 200 dużych, w pełni rozwiniętych roślin doniczkowych w pojemnikach, co zamieniłoby pokój w całkowicie nieprzebytą i niefunkcjonalną dżunglę.

Szybkość usuwania LZO: Co pokazują dane laboratoryjne

Aby w pełni uświadomić sobie, dlaczego pojedyncza monstera nie wpływa znacząco na jakość wdychanego gazu w salonie, warto przyjrzeć się konkretnym wartościom CADR, które pozwalają na obiektywne porównanie. Wskaźnik ten podaje, ile dokładnie metrów sześciennych czystego, wolnego od badanej substancji gazu mechanizm dostarcza w ciągu jednej godziny (m³/h).

Rozwiązanie / Mechanizm do walki z zanieczyszczeniami Przybliżony wskaźnik usunięcia (m³/h) Praktyczny efekt w realnym pokoju o powierzchni 20 m² i wysokości 2,5 m (kubatura 50 m³)
Pojedyncza średnia roślina doniczkowa w ziemi ok. 0,023 m³/h Brak mierzalnego efektu. Typowa emisja szkodliwych gazów z nowych mebli z reguły znacznie przewyższa tak powolne tempo absorpcji.
Wietrzenie okienne / rozszczelnienie okuć okiennych ok. 20 – 50 m³/h W naturalny sposób pozwala usunąć i silnie rozcieńczyć uciążliwe zapachy oraz opary chemiczne (pod warunkiem bardzo czystego stanu na zewnątrz domu).
Mechaniczny oczyszczacz z gęstym filtrem węglowym ok. 200 – 400 m³/h Silne i prędkie zredukowanie ilości lotnych związków; wielokrotne przefiltrowanie całej kubatury pokoju w ciągu godziny.

Z zaprezentowanych powyżej danych matematycznych i fizycznych wynika wprost, że praw przyrody nie da się oszukać w warunkach domowych. Zieleń działa po prostu wielokrotnie zbyt wolno w otwartym, wentylowanym systemie architektonicznym. Dodatkowo musimy pamiętać o kluczowym fakcie: przedmioty w naszych domach wydzielają gazy w sposób niezwykle ciągły. Na przykład nowa, modna kanapa pokryta impregnatami, sztuczny dywan z polipropylenu czy nowy panel ścienny z płyty MDF mogą emitować szkodliwe związki z ogromną intensywnością dzień w dzień przez kilkanaście miesięcy od momentu wyjazdu z fabryki. Flora w doniczce pochłania ułamek miligrama toksyny w czasie, gdy szafa wydziela jej kilkukrotność do strefy oddychania domowników.

Czy monstera rzeczywiście oczyszcza mikroklimat?

Przejdźmy do konkretów i zajmijmy się bohaterką tego artykułu – Monstera deliciosa, czyli popularną monsterą dziurawą. Co ciekawe, w pierwotnym eksperymencie w komorze hermetycznej nie analizowano bezpośrednio samej monstery, a jedynie jej krewnych z rodziny obrazkowatych (takich jak potocznie nazywane w Polsce fikusy czy różne odmiany filodendronów). Mimo to, oszałamiająca popularność monstery we wnętrzach sprawiła, że entuzjaści przypisali jej te same właściwości pochłaniania zanieczyszczeń z otoczenia.

Młode liście monstery bez charakterystycznych wcięć i dziur.
Młode egzemplarze monstery (tzw. forma młodociana) nie mają jeszcze dziur, co zmniejsza powierzchnię transpiracji w porównaniu do dojrzałych liści.

Duże, silnie perforowane u dorosłych okazów, zielone liście monstery są z jednej strony spektakularne, a z drugiej wręcz naszpikowane aparatami szparkowymi. To właśnie przez te miliony mikroskopijnych porów zlokalizowanych na blaszce wymienia ona gazy z otoczeniem. Jednak ich podstawowym zadaniem ewolucyjnym, o czym z uporem przypominają specjaliści z uniwersyteckich stacji doradztwa rolniczego (np. eksperci amerykańscy z uniwersyteckich wydziałów ogrodnictwa) [3], nie jest filtrowanie szkodliwych aldehydów. Szparki te służą do wychwytywania skromnych resztek promieni w głębokim, mrocznym podszyciu tropikalnego lasu w Meksyku oraz odprowadzania gigantycznej ilości zgromadzonej po obfitych deszczach wody.

Co więcej, w typowych, mocno wysuszonych warunkach polskiego, ogrzewanego salonu, bardzo rozległa i gładka powierzchnia jej liści działa jak naturalny, statyczny magnes na kurz. Już nawet niewielka, niewidoczna na pierwszy rzut oka warstwa domowego, szarego kurzu niezwykle skutecznie czopuje i mechanicznie blokuje pory na powierzchni całego liścia. Monstera, której nikt systematycznie nie czyści na mokro, w rzeczywistości sama ma ogromne trudności z oddychaniem i przeprowadzeniem prawidłowego cyklu fotosyntezy. Roślina, która z trudem łapie oddech z powodu kurzu, nie ma żadnych realnych szans na niezwykle skomplikowane i kosztowne energetycznie neutralizowanie ostrych chemikaliów, metali ciężkich czy oparów lakierniczych.

Co monstera faktycznie daje w Twoim domu

Obalenie tego niezwykle popularnego przekonania o „odkurzaniu toksyn” z pomieszczenia nie czyni z niej w żadnym razie bezwartościowej, plastikowej ozdoby. Wręcz przeciwnie, według Towarzystwa Ogrodniczego (RHS) oraz renomowanych ośrodków badawczych [4], obecność dużej flory żywej w bliskim otoczeniu człowieka oferuje mnóstwo wymiernych, solidnie udokumentowanych zalet poprawiających codzienny komfort życia.

1. Zwiększenie wilgotności lokalnej (zbawienna transpiracja)

Zimą, w ogrzewanych przez kaloryfery mieszkaniach, wilgotność względna otoczenia spada często drastycznie, mocno poniżej zalecanych dla zdrowia 40-60%. Może to bezpośrednio wywołać bolesne podrażnienia dróg oddechowych, krwawienia z nosa, uporczywy kaszel i nieprzyjemne wysuszenie śluzówek oczu. Monstera to organizm, który w okresie intensywnego wzrostu pije z podłoża naprawdę mnóstwo wody i w przytłaczającej większości po prostu oddaje ją do atmosfery przez wspaniały, naturalny proces zwany transpiracją. Dorodny, wieloletni okaz podlany jednym pełnym litrem odstałej wody potrafi z powrotem odparować aż 90% tej objętości w postaci krystalicznie czystej, pozbawionej kamienia pary bezpośrednio do salonu, zauważalnie podnosząc wilgotność lokalną w swoim najbliższym otoczeniu. Stworzenie małej dżungli z kilku takich egzemplarzy może bardzo pozytywnie wpłynąć na parametry mikroklimatu.

Zbliżenie na dojrzały, perforowany liść monstery w dzień.
Duża powierzchnia zielona dojrzałej monstery świetnie oddaje wilgoć do otoczenia, poprawiając mikroklimat pokoju, ale nie filtruje lotnych związków organicznych.

2. Zjawisko biofilii i bardzo silna redukcja poziomu stresu

Psychologiczne aspekty posiadania żywych, ogromnych liścieni doniczkowych w sypialni są potężne i trudne do przecenienia. Ludzki organizm, ze względu na setki tysięcy lat uwarunkowań ewolucyjnych, zauważalnie lepiej funkcjonuje, szybciej się uczy i znacznie głębiej odpręża w bezpośrednim otoczeniu naturalnej zieleni. Zwykły kontakt wzrokowy z bardzo imponującą, zdrową rośliną, a także sama rutyna opieki nad nią (świadome podlewanie, przesadzanie, obserwowanie rozwoju zupełnie nowych, zwiniętych w rulon pędów), niezwykle skutecznie i mierzalnie obniżają poziom kortyzolu (hormonu przewlekłego stresu) w krwiobiegu. Odmiana deliciosa, dzięki swoim wielkim, symetrycznym i niepowtarzalnie wyciętym liściom, to pod tym względem roślina wyjątkowo silnie relaksująca i mocno kojąca dla zmęczonych zmysłów po trudnym dniu pracy przed jasnym monitorem komputera.

3. Lekkie wytłumienie akustyczne bardzo pustych pomieszczeń

Wielkie, skórzaste i stosunkowo miękkie obszary zieleni mogą w ograniczonym, ale zauważalnym stopniu redukować efekt nieprzyjemnego echa, fizycznie pochłaniając i rozpraszając wielokierunkowo drobne fale dźwiękowe, co jest szalenie przydatne i pożądane szczególnie w bardzo pustych, minimalistycznych i twardo zaaranżowanych apartamentach, gdzie dominuje szkło, beton i gładkie panele laminowane.

Co naprawdę redukuje LZO w domu

Skoro wiesz już z ogromnym prawdopodobieństwem, że flora domowa nie upora się z oparami z nowego dywanu wykonanego z PCV oraz uciążliwym zapachem z nowoczesnych farb ściennych, zastosuj jedynie pewne działania prewencyjne. Jeśli Twoim nadrzędnym i głównym celem w domu jest wybitna jakość i niezaprzeczalne zdrowie układu oddechowego rodziny, oto konkretne kroki, które powinny pomóc:

1. Prawidłowa i częsta, codzienna wentylacja
To najtańsza, całkowicie bezproblemowa, a w wielu przepadkach bardzo skuteczna znana metoda pozbywania się lotnych cząsteczek. Krótkie i niesamowicie intensywne wietrzenie (tak zwane uderzeniowe otwieranie okien na oścież przez 5 do 10 minut), a także prawidłowo i regularnie serwisowana, czyszczona rekuperacja domowa, natychmiast rozrzedzają zanieczyszczenia chemiczne, dosłownie wywiewając je na zewnątrz budynku. Warunek: na zewnątrz aura musi być wolna od ekstremalnego smogu, w przeciwnym razie wprowadzisz inne niebezpieczeństwo do środka.

2. Używanie zaawansowanego sprzętu oczyszczającego do wnętrz
Sam popularny i ceniony filtr HEPA (nawet najwyższej klasy H13) świetnie zlikwiduje dym, drobny smog, zarodniki i kurz domowy, ale bez problemu przepuści groźne gazy. Aby skutecznie pochłonąć na przykład formaldehyd, urządzenie musi koniecznie posiadać niezwykle gęsty i ciężki filtr węglowy. Taki węgiel dzięki swojej potężnej strukturze mikroporów na stałe adsorbuje (wiąże) uciążliwe gazy chemiczne na bardzo długi czas użytkowania. Dobre urządzenie przepuszcza przez ten wkład całość gazu kilkadziesiąt razy na dobę.

3. Sprytne zapobieganie bezpośrednio u samego źródła
Zdecydowanie najprostszą drogą do doskonałego środowiska jest zasada nieprzynoszenia do niego trucizn. Kupuj rozważnie: poszukuj farb ściennych atestowanych i wyraźnie sygnowanych znakiem minimalnej zawartości rozpuszczalników lub posiadających prestiżowy certyfikat Polskiego Towarzystwa Alergologicznego. Przy wyborze zabudowy do kuchni sprawdzaj klasy higieniczności uwalniania formaldehydu (najbezpieczniejsza i zdrowa klasa dla mieszkań w Europie to rygorystyczne normy wiórowych płyt E0 oraz najwyżej E1).

Jak w pełni wykorzystać prawdziwe zalety monstery

Aby ten wspaniały gatunek szybko rósł, utrzymywał zdrowie, wydajnie transpirował parę wodną i wspaniale upiększał salon przez całe długie dekady, bezwzględnie konieczne jest zapewnienie mu pewnych optymalnych warunków, dostosowanych do bardzo specyficznego, chłodniejszego klimatu w Polsce. Zbyt mała dawka słońca w korytarzu niezwykle szybko stanie się powodem żółknięcia brzegów blaszki i ostatecznie – potężnej zgnilizny.

  • Jasne stanowisko ze słońcem w pełni rozproszonym: Ustaw donicę w niezwykle jasnym pokoju (na przykład w pobliżu bardzo dużego okna zachodniego lub wschodniego), ale stanowczo nie narażaj jej na upalne, gorące i ostre południowe promienie padające wprost na liście – grozi to ich natychmiastowym, głębokim i nieodwracalnym poparzeniem, które objawia się wielkimi, czarnymi dziurami i całkowitym zasuszeniem tkanki.
  • Skrajnie przewiewne i oddychające podłoże: Niestety, zwykła ziemia uniwersalna kupiona tanio z typowego marketu spożywczego z reguły szybko ją uśmierci, powodując całkowity brak tlenu przy korzeniach i zgniliznę pędów podziemnych. Monstery wręcz namiętnie uwielbiają specjalistyczne, droższe podłoże epifityczne, które jest wyjątkowo lekkie, gruboziarniste i bardzo mocno drenażowe, najczęściej składające się w 1/3 części z naturalnego torfu kwaśnego, 1/3 części bardzo drobnej kory sosnowej oraz w 1/3 ze sterylnego, białego perlitu, który genialnie napowietrza środowisko podziemne.
  • Umiarkowany i kontrolowany cykl podlewania bryły: Zdecydowanie rzadziej znaczy w tym przypadku bezpieczniej. Roślinę nawadniaj solidnie dopiero po głębokim przeschnięciu przynajmniej górnej jednej trzeciej całej doniczki. Jeśli jest uprawiana we właściwym, puszystym podłożu z kory, bez wątpienia o wiele lepiej zniesie ekstremalne przesuszenie trwające nawet trzy tygodnie (zareaguje najwyżej lekkim oklapnięciem brzegów), niż ciągłe zalewanie i utrzymywanie mazi na dnie w przeciągu choćby pięciu dni, co doprowadzi do obumarcia delikatnych włośników korzeniowych z powodu stresu.
  • Systematyczne mycie ogromnej blaszki liściowej: Średnio co około trzy tygodnie, a na pewno w sezonie mocno grzewczym, użyj miękkiej, delikatnie zwilżonej letnią wodą z kroplą soku z cytryny szmatki. Przetrzyj i wymyj obfitą warstwę osadu kurzu z wierzchniej części. Odkwaszona w ten prosty domowy sposób woda doskonale poradzi sobie z nieładnym osadem węglanu wapnia, a roślina zyska zdrowy połysk, usprawniając naturalny proces oddychania, transpiracji i pobierania słabych promieni słońca zimą.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czy monstera dziurawa produkuje bardzo dużo życiodajnego tlenu nocą w ciemności?

Stwierdza się, że nie, co bywa szokiem dla wielu nowicjuszy. Biologiczny proces zaawansowanej fotosyntezy bezpośrednio zależy od obecności jasnych promieni padających na zielony chlorofil. Wyłącznie za dnia ta wspaniała roślina w skupieniu pobiera z otoczenia CO2 i emituje tlen. Bezpośrednio po zachodzie słońca złożony proces ten ustępuje i monstera zaczyna nieznacznie oddychać, pobierając otaczający tlen, a powolutku oddając w zamian dwutlenek węgla (jest to faza oddychania komórkowego na poziomie błon). Ściśle zmierzone w laboratoriach ilości, jakimi na bieżąco operuje, są jednak mikroskopijnie wręcz małe, co do zasady to ułamki mililitrów na godzinę. Z tego powodu powszechny obóz krytyków mówiący o „duszeniu się od roślin nocą” całkowicie się myli: pozostawienie nawet dorosłej dżungli w bardzo małej, szczelnej sypialni wywiera marginalnie znikomy wpływ na zjawisko niedotlenienia organizmu u śpiącego człowieka. Twój własny domowy kot zużywa nieporównywalnie więcej tlenu.

Jaka odmiana doniczkowa najlepiej, skutecznie i mierzalnie odfiltruje agresywną chemię z mojego małego pokoju?

Obecny konsensus naukowy jest tu wyjątkowo spójny i bolesny dla entuzjastów naturalnego zdrowia – żadna ze znanych doniczkowych form życia nie podoła takiemu wyzwaniu. Jeśli na Twój mebel wyleje się kropla silnego zmywacza lub agresywnego, sztucznego rozpuszczalnika do lakieru (jak benzen), tempo procesów biochemicznego rozpadu w ziemi organicznej wynosi zaledwie drobną część promila tego, co uchodzi z ułamka wylanej kropelki. Inżynieryjne wyliczenia udowadniają, że rozpad ten jest dosłownie tysiące razy zbyt powolny, by wpłynąć realnie na niwelację mocno zawyżonego stężenia uciążliwych i niebezpiecznych zanieczyszczeń we wnętrzu mieszkania. Zawsze w ścisłych celach ochrony płuc w małym mieście powinno się postawić na skuteczny i szybko wymieniający gazy mechaniczny sprzęt do filtrowania, oparty na bardzo grubej warstwie sypkiego węgla aktywnego, a ulistnione pędy mądrze traktować jako relaksujące dekory o pozytywnym wpływie na wilgotność.

Czy potężne liście tej odmiany są realnie trujące lub bardzo silnie szkodliwe dla psów, kotów oraz małych domowników?

Tak, tkanki tego południowoamerykańskiego gatunku są powszechnie uznawane w weterynarii za niebezpieczne i silnie drażniące ze względu na masową obecność tzw. rafidów, czyli nierozpuszczalnych w ślinie, mikroskopijnych kryształów szczawianu wapnia (zwykle mocno skoncentrowanych w grubych, zielonych łodygach i rozległych liściach, tuż pod błoną ochronną). Ostrzegamy, że samo zjedzenie lub nawet powierzchowne, dość dokładne przeżucie świeżego fragmentu pędu przez ciekawskiego, młodego kota domowego, znudzonego psa czy też bardzo małe, pełzające po podłodze dziecko, zazwyczaj szybko uszkadza fizycznie delikatne błony śluzowe jamy ustnej (ostre szczawiany wbijają się w narządy niczym szkło, wywołując silny ból). W nierzadkich i pechowych przypadkach spożycie łodygi dość błyskawicznie i na wiele godzin może doprowadzić do bardzo poważnego, groźnego obrzęku aparatu mowy i przełyku. Na szczęście smak samego soku roślinnego jest piekący, więc w ogromnej większości sytuacji zwierzę przestaje atakować łodygę po pierwszym skubnięciu. Należy mieć na uwadze, że przy widocznym ślinotoku i pojękiwaniu pupila konieczne jest wezwanie albo szybki, bezpośredni dojazd do wykwalifikowanego i zaufanego lekarza weterynarii, by zbadał stan jamy ustnej i żołądka w poszukiwaniu uszkodzeń, podając na przykład odpowiednie środki.

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny i nie zastępują porady lekarza lub lekarza weterynarii.

Źródła

Waring, M. S., & Cummings, B. J. (2019). Badanie i analiza raportów o skuteczności usuwania lotnych substancji przez florę doniczkową. Drexel University.

Wolverton, B. C., Johnson, A., & Bounds, K. (1989). Zastosowanie upraw doniczkowych do ograniczania zanieczyszczeń w małych wnętrzach. Raport techniczny Amerykańskiej Agencji Kosmicznej.

North Carolina State University. (brak daty). Profil uprawowy Monstera deliciosa. Baza danych uczelni rolniczej.

Royal Horticultural Society. (brak daty). Poradnik pielęgnacji i charakterystyka odmiany dziurawej. Baza danych ogrodniczych.

Reklama - Link afiliacyjny


Powiązane artykuły

Wykryto Adblock!

Proszę wesprzyj nasz portal i wyłącz AdBlocker w swojej przeglądarce. Dzięki reklamom wszystkie artykuły są dla Ciebie za darmo.